Każde spotkanie w środowisku “branżowym” umożliwia wymianę doświadczeń — jest źródłem inspiracji.
Tak też było w Warszawie, gdy prowadziłam kurs świecowania i konchowania uszu, którego uczestnikami byli już doświadczeni terapeuci naturalni. Usłyszałam tak dużo szczerych zachwytów nad terapią czaszkowo-krzyżową, że z dużym zainteresowaniem zaczęłam szukać informacji na jej temat, a następnie postanowiłam przekonać się na własnej skórze o działaniu i skuteczności tej metody — tym bardziej, że jak każdy, mam w sobie obszary “do przepracowania”.
Terapia czaszkowo-krzyżowa jest holistyczną metodą pracy z ciałem, która pracuje z powięzią (tkanka łaczna, która jak sieć oplata wszystkie mięśnie, narządy) oraz z “oddechem życia”, czyli nieustającym pulsowaniem płynu mózgowo-rdzeniowego w układzie czaszka - opona twarda - kość krzyżowa.
Kierując się w dużej mierze intuicją wybrałam specjalistkę osteopatii kranialnej działającą w Tychach — mgr Dorotę Lewandowską. Jak każda terapia naturalna nie jest to cudowna technika jednego zabiegu, wymaga regularności i czasu. Na razie moja opinia nie jest jeszcze całkiem skonkretyzowana, ponieważ terapia wciąż trwa, mogę mówić o wrażeniach i odczuciach.
Niesamowite jest dla mnie to, że bardzo delikatny dotyk jest w stanie tak mocno działać i poruszać — czasem pod jego wpływem mięśnie, powięzi drżą, przesuwają się — zaczynają jakby “żyć”. I jeszcze to, że tak bardzo subtelny dotyk, tak bardzo odpręża napięte miejsca. Jestem też pod wielkim wrażeniem “czucia w dłoniach” mojej terapeutki — jej dłonie czytają, co mówi ciało pacjenta i to też warunkuje czas zabiegu, który trwa tyle, ile dany organizm potrzebuje.
No related posts.