Karate kyokushin

Nie­dawno naszła mnie chęć, by otwo­rzyć drzwi, które jakiś czas temu zamknę­łam i wejść na tro­chę… Poszłam na tre­ning karate kyoku­shin. Po trzy­let­niej prze­rwie. W dre­sie, bo kimona i pasa już się pozby­łam. Poszłam, bo zatę­sk­ni­łam za uczu­ciem rado­ści, który daje łyk pysz­nej wody i rześki prysz­nic po treningu…

Karate tre­no­wa­łam kil­ka­na­ście lat. Był czas, że bar­dzo inten­syw­nie. To była moja droga życiowa, która w końcu natu­ral­nie ustą­piła miej­sca innej.

Kyoku­shin” zna­czy “gra­nice prawdy”. Cenię czas z karate kyoku­shin głów­nie za to, że poka­zał mi, że gra­nice ludz­kie są nie­zba­dane — gdy w cza­sie bar­dzo inten­syw­nego tre­ningu mia­łam kry­zys, mia­łam wra­że­nie, że zemdleję, a  zgod­nie z komendą instruk­tora odważ­nie ćwiczy­łam dalej, kry­zys w końcu mijał, poja­wiały się jakby nowe siły, które pozwa­lały robić coś bez końca. Po tych doświad­cze­niach wiem, że nie ma rze­czy nie­moż­li­wych i że chcieć zna­czy móc.

Uwa­żam, że wysi­łek, nie­ważne w jakiej for­mie, jest potrzebny w życiu — po wiel­kim, ogrom­nym wysiłku, dużo  peł­niej doce­nia się drobne, pro­ste przy­jem­no­ści, jak na przy­kład wspo­mniany łyk wody, który wła­śnie wtedy tak bar­dzo sma­kuje — czyli żeby wie­dzieć i być wdzięczny za jin, trzeba doświad­czyć jang i odwrotnie.

Praw­dzi­wymi zwy­cięz­cami są ci, któ­rzy zwy­cię­żają w wal­kach życia codzien­nego.”  MASUTATSU OYAMA

Pro­muj zdrowe i dłu­gie życie, podziel się infor­ma­cją z innymi.

No rela­ted posts.

Tagi: